Szukaj

O sile powołania i dawaniu nadziei w leczeniu niepłodności - cykl #othearolemodels

Marta, 7 kwiecień 2020
O  sile powołania i dawaniu nadziei w leczeniu niepłodności - cykl #othearolemodels

Poznałam Esterę na jednym ze szkoleń, od razu zwróciła moją uwagę. Bystre spojrzenie, piękna uroda, nienaganna, wypracowana sylwetka ale przede wszystkim niesamowicie zaangażowana w to co robi - taką postawę od razu czuć. Po prostu inspirująca. A ja lubię insipirujących ludzi. Takich, którzy wierzą w to co robią. Bo dają przykład.

Od dawna wiedziałam i chciałam, żeby OTHEA była czymś więcej niż marką sprzedającą ubrania. To wynika z mojej natury i osobowości – wrażliwa, autentyczna i profesjonalna. Nie wymyślilam tego, poddałam się testom :)

Żyjemy w świecie mody, na szczęście powoli się zmieniającym, w którym na widok żurnalowego zdjęcia można co najwyżej dostać depresji, aniżeli się zainspirować. Podświadomie, od lat wszczepiany nam był kult piękna zewnętrznego. Tylko że częścią tego świata pt. „178cm, 90-60-90” może być tylko garstka dziewczyn. A i tu okres, nazwijmy to, przydatności do zawodu, ma swój termin ważności.

Ale jest coś, co nie przemija. To jest to co nosisz w sobie, kim jesteś, do czego dążysz i jaki dajesz przykład - dla społeczeństwa, pracowników, swoich dzieci, i przede wszystkim młodszych pokoleń dziewczyn ... żeby mogły trochę inaczej zwartościować swój świat, nabrać trochę dystansu do może odrobiny cellulitu na pupie, może nie tak gładkich i lśniących włosów ... To jest twoje piękno wewnętrzne, to jest jedyny właściwy wzór piękna do naśladowania. Tak uważam, a że to strona mojej marki, to mogę :)

Dlatego tym wpisem chciałam zapoczątkować na naszej polskiej ziemi ideę „role models not runawaumodels”. Autorstwo samej idei #rolemodelsnotrunawaymodels oddaję Carrie Hammer. Ja będę mówić po prostu #othearolemodels.

Ladies and Gentlemen, przedstawiam wam Nr 1 #othearolemodel – Estera Kłosowicz, lekarz w trakcie specjalizacji z ginekologii i położnictwa, na co dzień zajmuje się leczeniem niepodłości. 

Podążasz za słowami „Jedynym sposobem na prawdziwą satysfakcję z pracy jest robienie tego, w czego wielkość się wierzy. A jedynym sposobem na robienie rzeczy wielkich jest miłość do tego, co się robi.” Masz zatem świadomość, że robisz rzeczy wielkie?

Uczestniczenie w przyjściu nowego życia na świat jest niesamowitym doświadczeniem. Daje poczucie robienia czegoś naprawdę wyjątkowego. Tym bardziej, że można tego dokonać nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już nadziei. Dzięki ogromnemu postępowi medycyny można dziś zostać mamą i tatą w sytuacjach, które za czasów naszych dziadków i rodziców skazywały ludzi na to, że nie będą mieć dzieci. To jest naprawdę wielka rzecz.



Jak zaczęła się
Twoja kariera zawodowa? Od zawsze wiedziałaś, że będzie to medycyna?

Od najmłodszych lat chciałam zostać lekarzem. Podobała mi się wtedy postać serialowej dr Queen. Zawsze chciałam taka być – niezwykle mądra, opiekuńcza i oddana, trzymająca się swoich zasad i wartości, zawsze otwarta na pomoc i mająca niesamowitą intuicję. Było to dosyć abstrakcyjne marzenie, bo nikt w mojej najbliższej rodzinie nie był lekarzem, poza tym pochodziłam z małego miasta, gdzie trudno było zdobyć dobre przygotowanie, żeby wybrać się na tak oblegane studia. Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom, że zawsze wspierali mnie i pozwolili iść za głosem serca. Dzięki temu, że we mnie wierzyli, robię to, co kocham. Moja praca jest moją życiową pasją, w niej spełniam się całkowicie, nie wyobrażam sobie siebie w innym zawodzie. Jako lekarz mogę realizować się na wielu płaszczyznach i to jest wspaniałe. Mogę nie tylko dzielić się swoją wiedzą, ale też pomagać poprzez wspieranie, motywowanie i dodawanie otuchy.

A kiedy poczułaś, że ginekologia i położnictwo, to jest właśnie to?

Było to na pierwszym roku studiów, na jednym chyba z najmniej medycznych przedmiotów -bo telemedycynie. Miałam wtedy przygotować prezentację i wybrałam temat „niepłodność małżeńska”, który całkowicie mnie zafascynował. Przede wszystkim dlatego, że dotyczył pary, a nie jednej osoby, oraz że wyleczeniem jest narodzenie dziecka – czyli najwspanialsza i najradośniejsza terapia na świecie – nowe życie. Pomyślałam wtedy - to jest genialne! Właśnie tym chciałabym się zajmować! Przez wszystkie lata studiów było to moim marzeniem, i pozostawało marzeniem, gdyż samo dostanie się na specjalizację jest trudnym wyzwaniem. Kiedy składałam dokumenty na położnictwo i ginekologię, były tylko dwa miejsca na całe województwo. Więc stanęłam wtedy przed decyzją, że albo ryzykuję wszystko w imię tego, czego pragnę i o czym marzyłam przez lata, czego konsekwencją może być brak pracy i żadnej specjalizacji, albo wybrać coś, co jest pewne i na przyszłość spokojne. Pamiętam jak moja przyjaciółka pomogła mi w tej decyzji – „właśnie tam potrzeba takich ludzi jak Ty, którzy się zaangażują, którzy będą tam z pasji i powołania, zawsze o tym marzyłaś”. Jestem jej bardzo wdzięczna za to, co wtedy powiedziała i że nie pozwoliła mi się poddać. Dostałam się na specjalizację z pierwszego miejsca. To pozwoliło mi uwierzyć w siebie. Poczułam, że jest to moje życiowe powołanie, mój egzamin z życia, moja misja, którą chcę jak najlepiej wypełnić. I dlatego każdego dnia, kiedy pomagam małym istotkom przyjść na świat, kiedy pomagam spełnić marzenie o byciu mamą i tatą, kiedy doświadczam cudu narodzin, to jestem najszczęśliwsza na świecie – po prostu spełniona.

Skończyłaś również dietetykę. Obie dyscypliny łączysz. Kompleksowe podejście do pacjentek daje rewelacyjne rezultaty. Co czujesz, kiedy pacjentka, która często latami starała się o dziecko, wreszcie zachodzi w ciąże? Czy to uczucie da się do czegoś porównać?

Mimo, iż miałam w życiu wiele takich sytuacji, to zawsze jest to dla mnie niesamowita radość i ogromne poczucie spełnienia. Każda para to nowa historia – oni przeżywają to po raz pierwszy, czasami po wielu latach i wielu niepowodzeniach. Nieraz i mnie zakręci się w oku łza, kiedy udziela mi się radość przyszłych rodziców, kiedy widzę ich wzruszenie, doświadczam tej radości z nimi. Można to porównać do osiągnięcia czegoś, o czym ktoś kiedyś powiedział, że się nie da, jak np. wyjście na Mount Everest – długa i trudna wyprawa, zależna od pogody, kondycji, ale też wiary i determinacji, jednak gdy zdobędzie się ten szczyt, to jest nieopisany wulkan pozytywnej energii, który po prostu wybucha. To przekroczenie swoich granic, pokonanie niemożliwego, daje tyle radości i satysfakcji. Każdy taki sukces, kiedy udaje się uzyskać ciążę, zwłaszcza po wielu latach starania, jest dla mnie jak zdobycie Mount Everest.

Co Cię napędza? Co motywuje?

Myślę, ze najbardziej chęć pomagania innym oraz to uczucie satysfakcji, kiedy udaje się spełnić marzenie o rodzicielstwie, tym bardziej, że czasami ta droga jest trudna i długa. Jest w tym coś magicznego, że można uczestniczyć w przyjściu nowego życia na świat – człowieka, który jest wyjątkowy i tak bardzo wyczekiwany, którego mogę spotkać po latach i może okazać się, że jest ‘nowym Einsteinem’. To jest fascynujące. 


Domyślam się, że Twoja praca/misja nie składa się z samych sukcesów. A co, jeśli się nie udaje? Jeśli pary po raz któryś słyszą - przykro mi. Jak sobie z tym radzisz? Potrafisz zachować zimny dystans?

Ja się bardzo angażuję w swoją pracę i najczęściej tworzę z moimi pacjentkami oraz parami relację bardzo partnerską, czy nawet przyjacielską. Jesteśmy w jednej drużynie i mamy nasz wspólny cel. Ja bardziej skupiam się na wiedzy i działaniu, to po stronie pary jest więcej emocji i przeżyć. Jeśli się nie udaje, to nie załamuję się tylko szukam rozwiązań, wyciągam wnioski, staram się działać– to ja jestem po to, żeby dźwignąć tę parę po kolejnym „przykro mi” i coś zrobić. Czasami jest tak, że czuję jak mocno jestem zaangażowana i to pochłania bardzo dużo mojej energii, zwłaszcza, jeśli się nie udaje i nie ma odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Z drugiej strony są pary, które mnie motywują, które pomimo wielu porażek i czasami bardzo długich starań, nie poddają się. Jest taka para, którą bardzo podziwiam, która nauczyła mnie też pokory i cierpliwości w tej dziedzinie. Przez 12 lat starali się, by zostać rodzicami, i choć niewyobrażalne dla mnie było jak można jeszcze mieć jakąkolwiek siłę po takim czasie, to oni zawsze byli pozytywni, pogodni, pełni nadziei, że teraz się uda. Było to dla mnie bardzo budujące, właśnie ich postawa, ich nadludzka siła. Dziś są wspaniałymi rodzicami bliźniaków, mimo tego, że już tyle razy usłyszeli „przykro mi”.

Leczenie niepłodności to proces długorwały. Czy zżywasz się z przyszłymi mamami? Rodzicami? Czy masz z nimi kontakt, po tym, jak na świecie pojawia się nowe życie?

W życiu robię wszystko na 100% , albo wcale. Cały proces starania się o upragnioną ciążę a potem prowadzenie jej i urodzenie dziecka, wymaga ogromnego zaufania ze strony przyszłych Rodziców. Oddają oni nie tylko swoje losy, ale przede wszystkim los ich jeszcze nienarodzonego dziecka. Nie ma chyba większego kredytu zaufania, jakim można kogoś obdarzyć. I mam to poczucie cały czas. Jednocześnie mam w sobie głęboką wdzięczność, że ktoś powierza mi tak ważną misję. Dlatego też jestem bardzo zżyta z przyszłymi Rodzicami. Mam z nimi świetny kontakt i to nie tylko do czasu narodzin dziecka, ale przez kolejne lata. Wielokrotnie zdarza mi się, że wysyłają mi zdjęcia pt. „taka już jestem duża”, „pozdrowienia dla Cioci”, „mam już roczek” itp. czy też życzenia na święta. Niektóre mamy dały córeczkom pierwsze lub drugie imię jak moje. Jestem tym wszystkim bardzo wzruszona. To właśnie jest dla mnie najlepszy prezent na świecie – że pamiętają, doceniają pracę i zaangażowanie, że staję się im tak bliska. To właśnie jest sens mojej pracy, to jest moje „dlaczego” w życiu.

Wspóltowrzysz blog "Nastroje", który przeprowadza przyszłych rodziców przez cały proces, krok po kroku. Mnósto jest porad, odpowiedzi na nurtujące pytania. Jak znaleźć czas na to wszystko? Zdradź swój sekret, chętnie dowiem się, jak rozciągnąć dobę.

Wszyscy znajomi zawsze pytają: „jak Ty jeszcze masz czas na to, skąd Ty bierzesz tyle siły, jesteś jakimś cyborgiem/tytanem”. Tak trochę jest, że i mnie ciągle brakuje na wszystko czasu. Niestety niewiedza i zagubienie Pacjentów w dziedzinie niepłodności jest tak wielka, że postanowiłam temu zaradzić. Na razie mój blog raczkuje, nabiera kształtu i chcę go rozwijać, tak by pomógł jak największej liczbie par pragnących zostać Rodzicami. Myślę, że kluczem do realizacji takich działań jest postawienie sobie celu i uświadomienie jak bardzo jest on ważny. I mimo, iż czasami trzeba zrezygnować z siebie, ze swoich różnych przyjemności, czy wolnego czasu, to motorem do działania jest to, że wiem, że warto!

Nie samą pracą człowiek żyje... Czy tylko pracą?

Ja zdecydowanie żyję przede wszystkim pracą. Traktuję to bardziej jako misję niż pracę, która niejednokrotnie wymaga całych dni i nocy zaangażowania, doszkalania się, czy właśnie podejmowania dodatkowych działań jak np. blog. Zachowuję balans dzięki temu, że mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół, którzy rozumieją mój styl życia i którzy bardzo mnie wspierają. Ponadto sport jest genialnym lekarstwem. Codziennie rano o 5:30 biegam, niezależnie czy pada deszcz, czy jest -17stopni. Słucham wtedy moich życiowych motywatorów, jak np. Brian Tracy. To mi daje świetny zastrzyk energii na każdy dzień i pozwala „przewietrzyć głowę”.

Masz nienaganną sylwetkę, lubisz aktywnie spędzać czas?

Uwielbiam aktywnie spędzać czas. Bieganie, narty, pływanie, rower, spacery – to są moje „energetyczne dopalacze”. Dzięki nim czuję się nie tylko zdrowa, ale przede wszystkim wolna i szczęśliwa. To najlepsza dawka endorfin, ale też najlepsza profilaktyka wszelkich chorób.



A tak z mojego ogródka... Czy moda jest dla Ciebie istotną kwestią? Czego w niej poszukujesz?

Odkąd byłam małą dziewczynką, wyciągałam mamie wszystko z szafy i bawiłam się w pokazy mody. Chyba teraz trochę mi coś z tego zostało. Myślę, że poprzez ubiór wyrażamy siebie. Podobnie jak nastrój i humor, tak też to, w co na co dzień się ubieramy, oddaje nasze emocje. Chyba tego najbardziej poszukuję, żeby oprócz elegancji i wygody, była w tym, co noszę, jakaś cząstka mnie, moich uczuć i mojego stylu. Nie chcę być po prostu „modna” jeśli tego nie czuję, lub jeśli coś kompletnie do mnie nie pasuje. Chcę się z tym utożsamiać.

Kto lub co inspiruje Esterę Kłosowicz?

Moim największym inspiratorem życia jest Brian Tracy – Dziękuję Brian, że zmieniłeś moje życie. To oczywiście jeden z moich wielkich motywatorów, ale rzeczywiście od niego wszystko się zaczęło. On pozwolił mi uwierzyć w moje „nierealne” marzenia, które potem mogłam po prostu skreślić z listy jako zrealizowane. Codziennie mnie czegoś uczy, przede wszystkim swoim życiem. Wszystkiego, co w życiu osiągnął, dokonał od podstaw swoją pracą, ogromną determinacją i pięknym przykładem wartości w życiu. To niezwykle rzadkie. Co więcej, dzieli się tą wiedzą i motywacją z ludźmi na całym świecie.


Ostatnie pytanie na koniec.... Kobiety - to ich życie zmieniasz - czy masz jakieś przesłanie dla nich?

Przede wszystkim chciałabym, żeby wszystkie kobiety znały swoją wartość, żeby miały marzenia oraz cele i nie rezygnowały z nich. By odnalazły swoją życiową misję, coś dzięki czemu będą naprawdę szczęśliwe. Bo w życiu nie chodzi o to, by wiele mieć, pięknie wyglądać czy być sławnym, ale o to, by życie miało wartość i sens, by mieć satysfakcję z życia. Każdej kobiecie życzę poczucia spełnienia w życiu.

Dziękuję za rozmowę.


***

Blog współtworzony przez Esterę znajdziecie tu: http://nastrojeblog.parens.pl/

Estera ma na sobie sukienkę z wełny OTHEA w rozmiarze dla Petite.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów