Szukaj

Historia jednej marki

Od zdecydowanego pomysłu o założeniu własnej marki odzieżowej do uruchomienia sprzedaży minęło 9 miesięcy. Jesteś ciekawa jak to wszystko wyglądało krok po kroku? To nie jest historia okraszona Instagramowymi zdjęciami ...

Styczeń 2019 

W styczniu zagnieździł się we mnie na dobre pomysł założenia własnego biznesu. Na tyle, aby zrobić pierwszy krok. Wiąże się z tym dość zabawna historia, bo bodźcem do tego były wpisy oraz wywiad z Joanną Glogazą na temat jej kulisów założenia marki Lunaby, w tym jakie nakłady finansowe się z tym dla niej wiązały... Paręnaście tysięcy? Pomyślałam sobie: Tyle mam! Do tego miałam zaplecze w postaci relatywnie łatwego dostępu do szwalni, obeznanie w przepisach prawa, można by pomyśleć – nic prostszego, moja własna marka odzieżowa jest na wyciągnięcie ręki!

W tym czasie mieszkam jeszcze w Północnej Macedonii oraz cały czas wspieram prawnie powstającą tam odlewnię żeliwa.

W styczniu zaczynam też planowanie pierwszej kolekcji, optymistycznie na czerwiec 2019.

Luty 2019

Prowadzę szeroko zakrojone researche na temat dostawców i producentów tkanin. Szukam w Polsce i we Włoszech. Chcę szyć z eleganckich wełen, zamarzyły mi się szlachetne jedwabie, doskonałe bawełny, takie co nie staną się szorstkie w chwycie po dwóch praniach...

Jednocześnie znając już dość dobrze środowisko i kulturę biznesu na Bałkanach, szukam w Północnej Macedonii szwalni, która byłaby gotowa nawiązać ze mną współpracę. Macedonia jest sercem branży tekstylnej w byłej Jugosławii, ta branża jest tam niesamowicie rozwinięta - ponad 35 tys. osób zatrudnionych w przemyśle modowym, ponad 150 szwalni do wyboru, z parkami maszynowymi, których pewnie niejedna szwalnia by pozazdrościła. Niektóre zakłady zatrudniają nawet po 500 osób (!). Ja jestem jednak małą płotką, więc praktycznie nikt ze mną nie rozmawia.

W lutym odwiedzam też serce przemysłu odzieżowego w Polsce - Łódź - w poszukiwaniu idealnych tkanin, które odpowiadałyby moim zamysłom biznesowym, tj. eleganckiej odzieży damskiej delikatnie przełamującej biurowy dresscode. Na miejscu dowiaduję się, że Łódź głównie dzianinami stoi, przynajmniej w zakresie produkcji, a ja potrzebuję czegoś naprawdę ekstra, doskonałej jakości, o eleganckim wykończeniu i naturalnym składzie. Tymczasem w Łodzi – jeśli chodzi o tkaniny - najbardziej naturalny skład jaki znajduję to 60% importowanej z Azji bawełny w jednym z żakardów.

Pamiętam jak dziś, że tego dnia wróciłam z Łodzi mocno rozczarowana, żeby nie powiedzieć, że sfrustrowana. Jeszcze tego samego dnia odwiedzam we Wrocławiu mały sklepik z włoskimi tkaninami tylko po to aby przywrócić sobie wiarę w to, że na rynku dostępne są doskonałe tkaniny, takie jakich szukam.

Marzec 2019

Pierwszy wyjazd do Włoch, jak sobie dzisiaj o tym myślę, chyba trzeba powiedzieć na partyzanta. Przed wyjazdem napisałam mnóstwo maili z prośbą o spotkanie, ale tzw. response rate wynosił może 30%. Jeśli jednak nie wpuszczają mnie drzwiami, wchodziłam oknem. Kto nie odpisał, ten zaliczył moją niespodziewaną wizytę w firmie... o tak... wielu musiało mnie nie wziąć wówczas na poważnie.

Przez 3-4 intensywne dni, setki kilometrów spędzonych na włoskich autostradach (to jedyne co widziałam) odwiedziłam ponad 12 producentów tkanin. Jakościowo znalazłam to czego szukałam, ale tym razem barierą w przypadku wielu firm okazały się minimalne zamówienia... np. 100, 300 metrów na jeden kolor tkaniny. Z moim budżetem oraz mając na uwadze kalkulacje ryzyka, nie było o czym rozmawiać.

Kwiecień 2019

Zlecenie pierwszych konstrukcji odzieży – w sumie 6 modeli, które nota bene „na koniec dnia” zupełnie nie wypaliły i okazały się kompletną stratą czasu i częściowo pieniędzy. Do tego stopnia, że jedna z konstruktorek za połowę zlecenia po 4 miesiącach z własnej inicjatywy oddała mi pieniądze, a ja zostałam na lodzie. Jak się później okazało, konstrukcja odzieży stała się dla mnie największym wyzwaniem i prawdziwą drogą przez mękę.

Kwiecień to także kolejna wizyta we Włoszech, którą tym razem zaplanowałam bardziej pieczołowicie. Na tapecie znowu 12 firm i prawie 900 kilometrów w 3 dni. Przy tej okazji odwiedzam hurtowników, gdzie może za ciut wyższą cenę, ale jestem w stanie kupić mniejsze ilości, a i często końcówki kolekcji tkanin, które później staną się bazą OTHEA Limited Edition. Ta wizyta owocuje konkretnymi zamówieniami materiałów.

Maj 2019

Kursuję między Północną Macedonią a Polską.

Odszywanie pierwszym prototypów, i kolejnych, i kolejnych ... Metry materiałów, zamków i podszewki idą na straty. Moimi wysokimi wymaganiami w zakresie konstrukcji gromię kolejnych konstruktorów i to również już pierwsze rozstania z nimi. Sama zaczynam siebie nazywać pogromcą konstruktorów. 

Przyjeżdża pierwsza partia tkanin. 

Po tym jak opornie idzie konstrukcja, staje się dla mnie oczywiste, że nie ruszę w czerwcu. Tym samym część materiałów zakupionych na sezon letni okazuje się zamrożonymi pieniędzmi. Zbyt optymistyczne założenia stały się dla mnie nauczką.

Czerwiec 2019

Zjeżdżam z Macedonii do Polski, wstępnie na 3 tygodnie, aby przyspieszyć prace nad projektami. Dopiero potem się okazuje, że już na stałe. W Macedonii zostaje Darek, a ja już tylko jedną nogą – wciąż obsługuję tam prawnie odlewnię żeliwa.

Przyjeżdża druga partia tkanin. Po cichu liczę na uruchomienie sprzedaży we wrześniu.

W czerwcu zmieniam nieznacznie założenia biznesowe, co powoduję konieczność zmiany konstrukcji odzieży paru modeli. Na szczęście był to jeszcze początkowy etap, a zmiany nie wywracały wszystkiego do góry nogami.

Przez kolejne parę tygodni ściągam także miarę z wieeeeluuu moich koleżanek o różnym wzroście, bo chcę sprawdzić czy powszechnie stosowana na rynku rozmiarówka kobieca wpisuje się dzisiejszą yypową kobiecą syletkę. Nie taką z wybiegu. W efekcie postanawiam delikatnie przesunąć obwody dla kobiet o pełniejszej piersi i biodrach.

Lipiec / Sierpień 2019

Odszywanie kolejnych modeli i prototypów, kolejne nieudane próby, kolejne rozstania z konstruktorami odzieży i kolejne zwroty zapłaconych wcześniej pieniędzy za konstrukcję i prototypy. Kolejne sfrustrowanie. Nachodzi mnie ochota, żeby rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady.

Po 6-7 miesiącach bilans jest taki, że nie mam ani jednego gotowego do sprzedaży modelu. A ten co mogłabym mieć, skończył się na niego materiał, który wcześniej sobie upatrzyłam, a z zamówieniem którego zwlekałam zbyt długo.

Przez te wszystkie miesiące spędziłam mnóstwo godzin na szwalni, niejednokrotnie do 1 - 2 w nocy, pochłonęło to mnóstwo mojego czasu, czasu innych, zaczęłam żyć na dwa a nawet 3 domy, 2 etaty, ucierpiało na tym moje życie prywatne oraz czas z bliskimi, a nawet kwiaty, i pies, bo zmniejszyła się ilość jego spacerów. 

Na tym etapie ucierpiała też już moja mama, którą wciągnęłam w moje sprawy i która stała się nieocenionym doradcą w zakresie akceptacji i poprawy zleconych konstrukcji. Z mojej perspektywy 30 lat doświadczenia i prawdziwe, takie z serca zamiłowanie do krawiectwa (po prostu talent i to coś) nie zastąpi żadnego wykształcenia konstruktorskiego. 

Po kolejnej nieudanej konstrukcji sukienki bierzemy po prostu sprawy w swoje ręce. Dla mnie to był taki restart projektu – znaczna część dotychczasowych konstrukcji wylądowała po prostu na śmietniku po to aby zrobić je zupełnie na nowo, od początku.

W tym czasie cały czas pracuję w zakresie mojego pierwotnego wykształcenia, jako radca prawny, z uwagą dobierając ilość zadań do możliwości czasowych tak aby nie ucierpiała na tym jakość i terminowość.

I cały czas szukam konstruktorów..

Wrzesień 2019 

Powstaje pierwszy gotowy szablon sukienki, przygotowany własnymi siłami, czyt. rękami mojej mamy. Powstanie szablonu trwało ponad tydzień, podczas którego odszyłyśmy około 6 modeli jednej sukienki, non stop wypruwając rękawy, modelując zaszewki, poprawiając obwody, długości i nanosząc kolejno poprawki na szablon. Efekt wyszedł super. Później jednak okazało się, że digitalizacja szablonu nie oddała 1:1 naszego oryginału, i zaś krok w tył.

We wrześniu trwają prace nad sklepem. Z powodów finansowo – czasowo – logistycznych decyduję się na gotowe rozwiązanie, które pozwoli mi szybko uruchomić sklep i móc go samodzielnie obsługiwać.

Zabieram się również za projektowanie metek, zawieszek papierowych, opakowań. Nie sądziłam, że wybór metek odzieżowych może przysporzyć tyle dylematów. Po 6. próbach tkackich decyduję się w końcu na daną kolorystykę i wielkość metek. Wszystko długo trwa i znowu okazuje się, że nie ma szans abym uruchomiła sprzedaż z dniem 1. października.

Dopracowujemy kolejne modele spódnic i bluzek, zużywając kolejne metry materiału na próbne odszycia. Wysokie wymagania dotyczące krojów oraz być może za duże doświadczenie w branży paradoksalnie wydłużają pracę i „przeszkadzają”, bo wiemy jak powinno być, co jest dobrze i leży dobrze, a co nie jest dobrze.

Przyjeżdża 3. partia tkanin.

Październik 2019

Spływają do mnie powoli ostatnie podszewki elastyczne, opakowania, metki, zawieszki. W zakresie tych ostatnich z opóźnieniem, bo nie przewidziałam, że drukarnie będą zawalone robotą w związku ze zbliżającymi się wyborami do Sejmu i Senatu. Plakaty przedwyborcze to dla nich okres żniw, więc ja z moimi 500 sztukami zawieszek grzecznie muszę odczekać swoje.

Wszystkie elementy układanki, krok po kroku, powoli, wskakują na swoje miejsce.

Zlecam zdjęcia produktów i w pierwszym tygodniu października udostępniam sklep z pierwszymi zdjęciami „dla publiki”.

Na dzień otworzenia sklepu bilans nakładów na same tkaniny, opakowania, metki i całe przedsięwzięcie okazał się ok. 3 razy większy niż zakładany na początku, a to i tak przy bardzo ostrożnych zakupach... I to nie licząc kosztów materiałów wszystkich nieudanych prób, kosztów odszyć oraz ogromu pracy i czasu włożonego w projekt. W sumie powinnam się przecież tego spodziewać decydując się na szycie z wysokogatunkowych włoskich tkanin, takich jak jedwabie i wełny.

Przy tym całym „włoskim” przedsięwzięciu, nie zjadłam nawet jednej porządnej włoskiej pizzy, i wypiłam może 1 porządną włoską kawę. Co mnie zaskoczyło to to, że u wielu włoskich producentów i hurtowników, u których byłam na spotkaniu, oferowano mi kawę z automatu w plastikowym kubeczku ;-) A więc i tam nie mogłam liczyć na porządne espresso.

Po ok. 9 miesiącach udało mi się uruchomić sklep. Moja marka odzieżowa to moje dziecko. Jak myślę o tym z perspektywy czasu, to już teraz rozumiem, dlaczego to wszystko trwało 9 miesięcy... po prostu tyle trwa ciąża... ;-)

Mój kanadyjski kolega z odlewni zwykł mawiać: At the end of the day everything is gonna be fine. If it’s not fine yet, it’s not the end of the day.

Amen.

Jako matka założycielka deklaruję, że wychowam OTHEA na dojrzałą, przebojową, i pewną siebie kobietę. Taką, która umie zawalczyć o siebie, tak jak ja zawalczyłam o swoje ciche i długo skrywane zapędy biznesowe, a przy realizacji których wielokrotnie musiałam dosłownie ścierać się z wiatrakami.






Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów